Opowieści erotyczne


Niesamowite przeżycie


Małżonka wyjechała do sanatorium. Żebym nie nudził się sam w domu, kazała mi wykupić wczasy nad morzem. Wybrałem Istrię – półwysep należący dzisiaj do Chorwacji. Wioska Vrsar zachwyciła mnie pięknem kobiecych ciał, pochłaniających promienie słońca. Nie jestem już najmłodszy, ale do emerytury trochę mi jeszcze brakuje. W sumie nie wiadomo jaki wiek.
Rozbierałem wzrokiem wszystkie ślicznotki, na tyle mogłem sobie przecież pozwolić. Od razu pierwszego dnia ustaliłem, że niedaleko mojego hotelu znajduje się plaża nudystów. Dotąd nigdy nie odważyłem się wejść na teren, gdzie samce i samice biegają naguteńko, jak ich Pan Bóg stworzył. Kąpią się, uprawiają sport, opalają wszystkie partie ciała. Nikt się nikogo nie krępuje i niczemu nie dziwi.
Nie mogłem doczekać się następnego dnia. Przez całą noc śniły mi się cudowne kobiece zakrzywienia. Problem w tym, że już same wyobrażenia ustawiały mi kłodę na baczność.
Wstałem o ósmej i pod prysznicem pozbawiłem jądra mieszanki wybuchowej. Teraz już mogłem mieć pewność, że ptak nie będzie mi się buntować na widok przechadzających się piękności.
Jakże się pomyliłem! Przez tę błędną ocenę sytuacji doszło do największego niewypału w moim życiu.
Założyłem ciemne okulary i ruszyłem nad wodę. Rozglądam się wokół siebie. Przechodzi lolitka - włosy do pół pleców, dupcia jak serduszko, cyculki sterczące dumnie do góry, włoski na cipeczce mocno rozwichrzone. Zaczęło mi niebezpiecznie bulgotać w podbrzuszu. Całą swoją uwagę usiłowałem skupić na wspomnieniach przegranych meczów mundialowych tudzież innych nieprzyjemnych wydarzeń. W międzyczasie szukałem zacisznego miejsca do obserwacji nadmorskiej sceny. Nieopodal spokojnie bawiła się w piasku zgraja bachorów. Ich mamuśki bezwstydnie walały się na słońcu. Opanowałem sytuację, więc mogłem przekręcić się na plecy. Założyłem ręce nad głową i zmęczony tym niesamowitym pięknem świata przymknąłem oczy. Śniła mi się cudowna włochatka z oroszonym wejściem. Przed samym zenitem niespodziewanie spadł na mnie zimny deszcz. Przerażony zerwałem się na równe nogi. Patrzę, a to pięcioletni chłopaczek oblał wiaderkiem wody moje ciało rozgrzane słońcem i uniesione na skrzydłach fantazji.
- Durny jesteś, czy co! – wydarłem się na gówniarza. – Zaraz dostaniesz po uszach!
- Kubuś, nie wolno! – krzyknęła apetyczna mamusia rozwydrzonego malca.
- Przepraszam pana, trochę przysnęłam... Nie wiem, co z nim począć. To takie wychowanie w przedszkolu. Na wszystko im pozwalają...
Pomyślałem sobie swoje, ale powonienie natychmiast sprowadziło moje myśli na inne tory.
Mamuśka złapała ręcznik, po czym energicznie zabrała się za wycieranie mojego ciała. Zwariowany ptak natychmiast wyczuł szansę i zaczął ganiać jej dłoń. Zakłopotany przekręciłem się na brzuch, przepraszając i rumieniąc się na twarzy i szyi.
- To nic, dzieci muszą jakoś rozładować energię – niespodziewanie powiedziałem coś wbrew samemu sobie.
- No właśnie – westchnęła. Przed oczyma tańczyły mi dwa baloniki i cudownie ufryzowany dół z wisienkami. Nie wiem, czy była taka naturalna, czy zrobiła to z konkretnym zamiarem – krótko mówiąc: rozkraczyła się przede mną, a ja gapiłem się prosto w różową łechtaczkę. Mały chował główkę coraz głębiej w piasek, w mózgu zrobił mi się mętlik. Spanikowany wyskoczyłem jak oparzony i... uciekłem z plaży, zostawiając wszystkie rzeczy.
Dosłownie płonąłem ze wstydu, mimo to jakimś szóstym zmysłem zdążyłem zauważyć, że patrzy za mną z zainteresowaniem...
Na tym się nie skończyło.
Wieczorem spacerowałem zgnębiony brzegiem morza i rugałem sam siebie za zmarnowanie takiej niepowtarzalnej okazji. ”Jesteś dupkiem, byłeś i zawsze będziesz zwykłym złamanym kutasem” – powtarzał mój drugi głos.
Nagle zauważyłem ją samotnie siedzącą na skałce. Chciałem zwiać, ale mnie zauważyła. Uśmiechnęła się i pomachała, żebym usiadł obok. Dowiedziałem się, że ma na imię Sylwia. Aktualnie tłucze się po świecie bez samczego nadzoru i brak jej porządnej kłody. Ostatnią kwestię wypowiedziała bez najmniejszego zażenowania, patrząc mi na zmianę prosto w oczy i w rozporek.
Nie miałem wyboru, trzeba było zaprosić ją do siebie na wino.
- Widziałam, że moje ciało spowodowało erekcję w twoim kroczu. Nie musisz więc niczego udawać. Szkoda czasu i atłasu. Bądźmy wobec siebie szczerzy!
Kiedy złapała mnie za ogon, oblałem się falą gorąca. ”Do diabła, co za kociak. Dlaczego wybrała sobie takiego nieudacznika? – zadawałem sobie pytanie.
- Najważniejsze, bym się nie spuścił za wcześnie” – zaczęła mnie dręczyć obawa. Natychmiast zastosowałem psychologiczną metodę z mundialem. Tym razem jednak mój biedak zbuntował się i wcale nie stanął. Sylwunia starała się ze wszystkich sił, lizała jak nakręcona, smoktała jądra i żołądź. Niestety, na nic to się nie zdawało. Nie byłem w stanie wykrzesać z siebie żadnej aktywności. Po policzkach spływały łzy bezsilności...
Ona założyła w końcu sukienkę, ostatni raz stuknęła mi wisielcem o brzuch i odpłynęła w siną dal.
Przez resztę pobytu przechodziła obok z podniesioną głową. Trzeciej szansy mi nie dała.
No cóż, o niektórych urlopach się nie zapomina!

(obejrzano 3353 x)



Spodobało Ci się opowiadanie? Oceń je!

          

Ocena: 5,756757/10 (37x)


Opowieści erotyczne