Opowieści erotyczne


Śnieżna romanca


To już rok, jak byłem w zimie w górach. W międzyczasie wiele się wydarzyło, ale tamtego urlopu nie zapomnę do końca życia.
Pojechałem z kumplami, żeby pożegnać stary rok, powitać nowy, a przy okazji pojeździć na nartach. Śniegu było w bród, ale już pierwszego dnia skręciłem kostkę, więc zamiast na szlaku spędzałem czas w barze pod wyciągiem, ze szklanką grogu w ręku. Któregoś dnia siedziałem tak chyba z godzinę, rozglądając się po sali w poszukiwaniu partnera do rozmowy. Wszyscy wchodzili tu w grupie, brali coś na rozgrzewkę i pośpiesznie wychodzili na stok. Wszyscy, oprócz jednej dziewczyny, która siedziała sama przy stoliku, z nosem wetkniętym w szklankę. Najwyraźniej nigdzie się nie śpieszyła. Przysiadłem się do niej i zapytałem, dlaczego nie jeździ na nartach.
”Na razie mam dosyć!” – Obrzuciła mnie ”niezapominajkowym” wzrokiem. W tym momencie już wiedziałem, że jestem zgubiony. Wytrzymała moje wyzywające spojrzenie, a ponieważ nie opuściła powiek, pomyślałem, że mogę posunąć się dalej. Ostrożnie wziąłem ją pod stołem za rękę. To też jej nie speszyło. Patrzyła mi prosto w oczy i nagle powiedziała jakby nigdy nic: ”Wolę to tysiąc razy bardziej niż narty. A może byśmy poszli na spacer?”. Skinąłem głowa, po czym wyszliśmy na świeże powietrze. Śnieg skrzył się jak diament i skrzypiał pod stopami, kiedy maszerowaliśmy w stronę pobliskiego lasu. Nie miałem pojęcia, dokąd mnie prowadzi, ale w tym momencie nic mnie to nie obchodziło. Szedłem niczym cielę na rzeź. Jedyne, co czułem, to sztywniejący w spodniach penis.
Zaledwie zboczyliśmy ze ścieżki, ukrywając się za pierwszymi świerkami, przycisnęła się do mnie i zaczęła całować, jakby od lat nie widziała chłopa. Objąłem ją czule, wsadzając dłoń pod kurtkę. Miała jędrne, okrąglutkie cycuszki i piękny tyłeczek. Niestety, nie udało mi się dotrzeć dalej, bo przeszkadzało ubranie.
Tymczasem ona wymacała mi przez rozporek małego, który dosłownie rozrywał spodnie. Uśmiechnęła się zadowolona.
Niespodziewanie przewróciła mnie w zaspę, rozpięła kurtkę i spodnie. Wsadziła dłoń do rozporka i tak długo w nim manipulowała, aż wydobyła pałę na światło dzienne. ”Nie może zmarznąć!” – stwierdziła, po czym wzięła ją do buzi. Obciągała z taką werwą, że nie mogło być mowy o zimnie. Kiedy już fallus stwardniał na kość, przestała. Rozpięła swoją kurtkę, podwinęła sweter, ukazując sterczące brodawki.
Następnie spuściła spodnie aż na kolana. Ukucnęła nade mną, nakłuwając się mokrą cipą na sterczącą fujarę. Wcisnęła mnie w zaspę, napierając swoim gorącym, nagim ciałem.
Dosłownie wpadła w trans. Waliła, aż wokół nas utworzyła się mała zamieć śnieżna. Nawet nie czułem zimna, tak

(obejrzano 1255 x)



Spodobało Ci się opowiadanie? Oceń je!

          

Ocena: 8,111111/10 (9x)


Opowieści erotyczne